poniedziałek, 6 grudnia 2010
Do bazy 02
Idziemy dalej, w miarę możności równym krokiem żeby nie było za zimno ani za gorąco całemu organizmu; buty mamy dobrze zasznurowane, więc tylko trochę śniegu wpada do środka i schładza kostki; paluszkami dłoni ruszamy miarowo i prędko bo grabieją, choć w rękawiczkach. Dokąd tak idziemy w tę zimę, ktoś zapyta. Przez śnieguliczki i inne krzewy, co niezwykłość stanowią kiedy przysypane a latem tak pospolite że nie widać ich prawie, przez parę dębów idziemy do młodego bukowego lasku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz